I nastał nam maj. Dzięki Bogu, bo pora już ku temu najwyższa. Mam nieodparte wrażenie, że wiosna tego roku nieco zaspała i przyroda dopiero teraz w pełni budzi się do życia. Pamiętam, że gdy umawiałem się ze znajomą na zdjęcia na początek kwietnia spodziewałem się, że świat wokół będzie zielony i kwitnący. Ale zieleń dopiero wybijała się spod zimowej szarości i zdjęcia przesunęliśmy „aż się bardziej zazieleni”. Na szczęście ten czas już nastał i maj powitał nas życiem: zielenią i ciepłem czyli tym, co w tym miesiącu lubię najbardziej. Chcąc skorzystać tego ciepła przyjęliśmy zaproszenie naszych przyjaciół: Asi i Karola i zorganizowaliśmy wspólnie szkoleniowy plener fotograficzny. Przez zimę rozglądaliśmy się i rozmyślaliśmy o nowych miejscach na zdjęcia i właśnie nadarzyła się okazja, by te miejsca „przećwiczyć”. Zapraszam do obejrzenia krótkiej relacji z naszych zmagań. Pierwsza lokalizacja jest pomysłem mojej Żonki i to ona dzielnie nam na niej pozowała.
Wkrótce zmieniłem Agę przed obiektywem…
…i dzięki temu dorobiłem się kilku fajnych portretów (autorstwa Asi i Karola).
W tzw. międzyczasie udało mi się uchwycić Asię zmierzającą w moim kierunku ze swoim wielkim szklanym okiem:
Zmieniliśmy lokalizację i tu królem planu był Karol:
Zapraszam do komentowania – wszelkie uwagi mile widziane.
Listopadowa pogoda zdaje się nas w tym roku rozpieszczać. Mimo tego, że to już druga połowa jesienno-zimowego miesiąca, słońce tej soboty zdecydowanie miło przygrzewało. I dziękować Panu Bogu, bo dzięki temu nasz zorganizowany wspólnie z Radkiem Puszem i Jackiem Owsianem wypad plenerowy mógł spokojnie dojść do skutku. W zmaganiach fotograficznych modelowały nam urocze Angelika i Agata oraz asystowała Agnieszka.
Celem pleneru było obycie się z nowym trendem jakim jest stosowania światła błyskowego w fotografii w plenerze, w słońcu. Jacek i Radek pracowali na lampach odpalanych poprzez kable z przenoszeniem TTL, ja miałem możliwość po raz kolejny popracować z nowymi Pocket Wizardami. Na pierwsze miejsce wybraliśmy za namową Radka „farmę wiatraczną” na przedpolu Frankfurtu. Na środku wietrznego pola nasze szaleństwa dzielnie znosiła Angelika:
Zdjęcia takie jak poniższe były moim celem i marzeniem, ale „tak krawiec kraje jak mu materii staje”, więc zrobione zdjęcie nabrało sensownego klimatu dopiero po przeróbce na czerń i biel:
Radek i Angelika załapali się też na sesję dla par:
Gdy już dość nałykaliśmy się świeżego powietrze zwinęliśmy majdan i zmieniliśmy lokalizację. W nowym miejscu każdy z naszej trójki szukał miejsca, w którym mógłby zrobić tę najlepszą sesję. Mi osobiście najlepiej pracowało się na ubazgranej graffiti klatce schodowej. Źródłem głównego światła były okna, zaś flesz z parasolką rozświetlał tło. Na zdjęciach
…Agata
i Dawid
Ta mina wygląda groźnie :)
Jeszcze raz Agata i Dawid w trochę innych konfiguracjach. Tym razem flesz był głównym światłem, a światło dzienne dało kontrę:
to zdjęcie nazwałem: „romantyczny czternastek”. Już widzę te komentarze na Naszej Klasie :))
Na koniec najlepsze moim zdaniem zdjęcia z tej części dnia:
I to by było na tyle. Serdecznie podziękowania dla wszystkich biorących udział, a w szczególności dla Radka za podzielenie się z nami swoimi miejscówkami oraz dla Angeliki, Agaty i Dawida za wytrwałość:))
To zdanie to w pewnym sensie zawołanie użytkowników blend systemu California Sunbounce, do grona których ostatnio dołączyłem. Jakiś czas temu autor bloga, którego regularnie śledzę – belgijski fotograf Berth Stephani dostał w prezencie od producentów blendę California Sunbounce i udał się z nią na plażę, by sprawdzić jej przydatność w „bojowych warunkach”. Zdjęcia które zaprezentował potem na swoim blogu (i film na Youtube.com) zrobiły na mnie ogromne wrażenie i dlatego rozpocząłem „przeczesywanie” sieci w poszukiwaniu innych informacji o tym systemie. Serwis Youtube pełen jest fikmów, w których bardziej i mniej doświadczeniu fotografowie prezentują wyniki pracy z blendami systemu California Sunbounce. Efekty wyglądały naprawdę interesująci, dlatego postanowiłem dołożyć blendę CS do swojego wyposażenia (zresztą nie będąc pierwszym, który to w naszej okolicy uczynił). Efekty pierwszego pleneru z blendą i moje uwagi zawarłem w filmiku:
Ktoś może się zapytać – ale o co ten szum – wszak podobne efekty można uzyskać stosując zwykłe blendy fotograficzne dostępne w sprzedaży za dużo mniejsze pieniądze. Na końcu filmu przedstawiłem moim zdaniem 3 najwazniejsze argumenty, które przemawiają na korzyść blend California Sunbounce. Pierwszy to konstrukcja blend CS – w przeciwieństwie do typowych blend na sprężystej taśmie – blendy CS są zamocowane na ramie z aluminiowych rurek wyposażonej w 2 poprzeczne uchwyty, co bardzo ułatwnia operowanie nimi. Posiadam zwykłą blendę i wielokrotnie złościłem się, ponieważ osoby, którą prosiłem o operowanie nią miały – zwłaszcza przy wietrze – duże problemy z trafieniem „w światło”. W trakcie pleneru przedstawionego w filmie blendą przez dłuższy czas operował… nastolatek, który świetnie sobie z nią radził. Druga istotna zaleta blend CS to możliwość zamocowania – za pomocą specjalnego ramienia – lampy błyskowej bezpośrednio na blendzie i operowanie światłem trzymając tylko blendę. W przypadku blend tradycyjnych musielibyśmy zaopatrzyć się jeszcze w statyw, na którym postawili byśmy lampę.
Chciałbym omówić jeszcze kilka zdjęć z sesji (słyszałem opinie, że tekst na filmie za szybko znika – brak praktyki :) )
Najpierw zdjęcie Agnieszki z pierwszej sesji na sarbinowskim forcie: Agnieszka siedzi plecami do słońca, twarzą do wnętrza fortu. Ja wraz z operatorką blendy schowaliśmy się w cieniu. Światło tylko odbite, bez flesza. Takie ustawienie dało piękny kontur wymalowany słońcem i brak cieni na twarzy.
Teraz zdjęcia z właściwego pleneru: Maciek i Aga posadzeni w cieniu, plecami do słońca i doświetlenia blendą:
Co jeszcze wyszło moim zdaniem ciekawie to zdjęcia Maćka na moście – biała parasolka fotograficzna umieszczona nad głową Macka rozproszyła cienie, zaś światło blendy rozjaśniło Maćkowe oblicze. Skąd pomysł na cień z parasolki – oczywiście z filmów instruktażowych firmy California Sunbounce :) Z tym, że oni nie używają parasolek, lecz specjalnie skontrowanych rozpraszaczy zwanych Sun Swater. Ale by z tego wszystkiego skorzystać trzeba by mieć już sztab ludzi :)
Na koniec zdjęcie mojej wspaniałej Teściowej – Mamy Józi – idealny moim zdaniem efekt uzyskany za pomocą blendy:
Kwitnie rzepak – jak dobrze pójdzie w ten weekend znowu wyruszymy w plener :)
W ostatni marcowy weekend zorganizowaliśmy z towarzyszem Okecajem kolejny plener w chwarszczańskich ruinach. Nowa, obszerniejsza lokalizacja postawiła przed nami wyzwanie w postaci zapanowania nad światłem na dużym obszarze. Ponieważ klimat w lokacji panował nieziemski – korzystaliśmy poza fleszami także z uroków światła zastanego. I na pewno będę chciał zorganizować w tym miejscu jeszcze jedną sesję – z wykorzystaniem światła zastanego wyłącznie. Ale do tego potrzeba duuużo słońca, a pogoda nas dzisiaj niestety nie rozpieszczała. A oto pokrótce wyniki naszego dzisiejszego błyskania:
Udało się !! Wspólnie ze szwagrem Jackiem – zrealizowaliśmy (moim zdaniem udaną) sesję plnerową w stylu „off-shoe”, czyli z wykorzystaniem aparatowych lamp błyskowych. Szczegóły w filmie:
I jeszcze raz kilka najciekawszych ujęć:
Lila (której chciałbym bardzo podziękować za wytrwałość i poświęcenie – w zimnie cierpliwie znosiła nasze wymysły):