Kategoria tagu: ‘krajobrazy’

Opublikowane 28 czerwca, 2007 przez Wojtek

Cud stworzenia czy wielkie bum… ??

Przeczytałem dzisiaj w Biblii ciekawe słowa, które sprawiły, że się trochę zamyśliłem…. W liście do Hebrajczyków napisano:

Przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane słowem Boga, tak iż to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk.
(Hebr. 11:3 BW)

Zaśmiałem się czytając te słowa, bo uświadomiłem sobie, że nie tylko w XXI wieku ludzie głowili się i spierali o to, jak powstał świat, w którym żyjemy. A tymczasem odpowiedź można – i owszem – znaleść w Biblii. Jak dla mnie w powyższych słowach Bóg, za pośrednictwem natchnionego autora wyraźnie daje do zrozumienia, to ON zrobił to wszystko – od początku do końca. W Starym Testamencie jest taki fajny fragment, którego teraz dokładnie nie pamiętam, ale który mówi o tym, że Bóg ukształtował każdego z nas osobiście: każdego indywidualnie zaplanował – Twoje rysy twarzy, wzrost, nos, kolor włosów. Jeden ze starotestamentowych bohaterów wyznaje: „jak cudownie mnie stworzyłeś”.

Zastanawiam się zatem dlaczego – niemal za wszelką cenę – ludzkość chce okraść Boga z Jego mocy i potęgi, próbując zastąpić go teoriami, których nie można potwierdzić . Biblijny opis stworzenia nie jest może naukowo dokładny – to fakt, ale… Biblia zawiera jeszcze w innych miejscach ciekawe opisy, które zdają się uzupełniać opis z księgi Rodzaju. Rewelacyjny jest tu fragment z księgi Psalmów:

Ugruntowałeś ziemię na stałych podstawach, By się nie zachwiała na wieki wieczne.
Okryłeś ją głębią jak szatą, Wody stanęły nad górami.
Ustąpiły, gdyś je zgromił, Rozpierzchły się na głos grzmotu twego.
Podniosły się góry, Opadły doliny na miejsca, któreś im wyznaczył.
Zakreśliłeś im granice, których przekroczyć nie mogą, By znów nie okryły ziemi.
Wypuszczasz źródła w dolinach rzecznych, Płyną między górami.
Napój dają wszystkim zwierzętom polnym, Dzikie osły gaszą w nich pragnienie.
Nad nimi gnieździ się ptactwo niebieskie, Świergoce pośród gałęzi.
Zraszasz góry z górnych swych komnat, Ziemia nasyca się owocem, który stwarzasz.
Sprawiasz, że rośnie trawa dla bydła I rośliny na użytek człowieka, By dobywał chleb z ziemi
I wino, które rozwesela serce człowieka, Oliwę, od której lśni się oblicze, I chleb, co wzmacnia serce człowieka.
Obficie napojone są drzewa Pańskie, Cedry Libanu, które posadził,
Na których ptaki budują gniazda, Bocian na szczytach ich ma swój domek.
Góry wysokie są dla kozic, Skały są schronieniem świstaków.
Uczyniłeś księżyc, aby pory oznaczał, Słońce zna swój zachód.

Ps. 104:5-19 (BW)

Bóg pomyślał o wszystkim – grawitacja trzyma nas na ziemi, wody i góry „znają swoje granice”. Trawa rośnie we właściwym czasie, owoc winnego krzewu został pomyślany tak, by „rozweselał serce”. W wersecie 24 znalazłem wspaniałe podsumowanie:

O, jak liczne są dzieła twoje, Panie! Tyś wszystko mądrze uczynił: Ziemia jest pełna dóbr twoich!
Ps. 104:24 (BW)

Czy nikogo to nie rusza ?? Przecież od razu widać, że świat został stworzony jako idealne miejsce dla człowieka, i to stworzony z miłości do nas. Adam i Ewa byli w raju szczęśliwi i nawet dbanie o ogród Eden nie było dla nich ciężarem, jakim jest dziś praca na roli. Choć szczerze powiedziawszy do dziś wszelkiego rodzaju ogrody i ogródki to miejsca, w których człowiek najchętniej odpoczywa pracując. Nawet rzeczy, za którymi nikt z nas nie tęskni – jak na przykład ból – mają swój cel. Bez bólu nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że coś się z nami złego dzieje (że psuje się ząb albo jakiś wewnętrzny organ).

Nie wierzę w ewolucję ani jakiś tam wielki wybuch, choć na ostatnim roku moich teologicznych studiów doszła nas informacja, iż Kościół Katolicki zastanawia się nad ujęciem „wielkiego wybuchu” w ramy dzieła stworzenia. Ale cytowany werset z Listu do Hebrajczyków zawiera wyraźną informację, że „to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk.” (czyli tego, co już istaniało). Ciekawe…, ale pod warunkiem, że uznamy Biblię za wiarygodne Boże Słowo. Ja tam wiem jedni – od małpy nie pochodzę !! Przypomina mi się tu fragment z filmu Matrix, gdy Neo zostaje wyrwany z matrixa i ląduje na statku Nabuchodonozor. Spośród załogi tylko jedna chyba osoba nie ma na ciele „wtyczek”, którymi była podłączona do systemu. Zapytana o to wyjaśnia, że jest „owocem miłości swoich rodziców, stworzona naturalnymi metodami”. Ja też jestem owocem miłości – moich rodziców i Boga, który mnie zaplanował, ukształtował „w głębinach ziemi” i w odpowiednim czasie wysłał na świat. Od małpy nie pochodzę !

Mała zmiana tematu. Od jakiegoś czasu obserwuje ze swojego okna paradę całej masy chmur na niebie. Ich kształty, obfitość czy monumentalne poruszanie po niebie zachwycają mnie. Są dla mnie namiastką potęgi Stwórcy. Postanowiłem uwiecznić dzisiejsze niebo. Wszystkie zdjęcia zrobiłem w przeciągu ok. 1 godziny. Tak niebywale i szybko zmieniał się firmament nad Dębnem. Zapewne jest to kwestia zmiany klimatu. Mam tylko nadzieję, że tornada nie pomylą się i nie zawitają do nas wraz z tymi chmurami ;)

Tagi: ,

Opublikowane 13 czerwca, 2007 przez Wojtek

Żeglowanie po Zalewie

Korzystając z długiego czerwcowego weekendu umówiliśmy się z grupą przyjaciół na męski wypad na żagle na Zalew Szczeciński. Żaglówkę klasy Supernova 660 (Sasanka) wynajęliśmy odpowiednio wcześniej w szczecińskiej firmie Skagen. W środę po południu dobiliśmy do Szczecina i odbijając od kei ruszyliśmy na północ w kierunku Zalewu. Do pokonania mieliśmy jezioro Dąbie, które z racji tego, iż jest najeżone sieciami jako dobre pole minowe – niemal nie nadaje się do żeglowania, dlatego musieliśmy przebyć na silniku. Nocleg spędziliśmy gdzieś w chaszczach. Potem kanałem portowym przeprawa nad Roztokę Odrzańską i po małym postoju w Trzebieży – wreszcie wyjście na zalew.

Co nas ogromnie zdziwiło, to niemal brak żaglówek na akwenie. Fakt, to nie Mazury, ale także tutaj można świetnie pożeglować, o ile – tak jak nam – nie będzie wam stale świeciło słońce i trochę tylko wiało.

A tak wyglądało nasze żeglowanie:

Co jakiś czas (zwłaszcza podczas pływania po kanale i Roztoce) mijały nas takie cuda jak poniżej. Jego kilwater przyniósł falę, która cokolwiek przepłukała nasz pokład ;)

Któregoś pięknego dnia zorganizowaliśmy sobie szkolenie pt. „człowiek za burtą” i uczyliśmy się jak podchodzić żaglówką do człowieka w wodzie, tak, by móc sprawnie wyciągnąć go z wody:

Poza tym delektowaliśmy się ciepłą wodą zalewu i pięknem otoczenia

Była też i szara codzienność ;)

W wolnych filach rozglądałem się na wartymi uchwycenia obiektami. Wybrałem kilka z nich:

Reszta to w zasadzie wariacje na temat zachodu słońca jaki trafił się nam ostatniego wieczoru:

Co najciekawsze – w życiu nie widziałem tak wiele czapli, ile widziałem podczas tego weekendu. Były wszędzie – na sieciach na środku jezior, na krzakach przy brzegach, latające nad żaglówkami. Niestety – z reguły nie byłem gotowy, by je sfotografować, a jak już byłem, to były za daleko ;(

Generalnie wypad uważam za udany z jednym wielkim minusem: słońce. Nie szło się nigdzie przed nim schować, skutkiem czego kilku z nas sporo się przypiekło.

Tagi:

Opublikowane 4 maja, 2007 przez Wojtek

Plener z łabędziem w tle

Nasza fotograficzna ekipa postanowiła wykorzystać wolny czas majowego megaweekendu w i wybraliśmy się na drugi w ostatnim tygodniu plener na Porzecze. Niestety – spodziewane ptactwo nie pojawiło się (względnie latało sobie gdzieś wysoko nad nami), więc skupiliśmy się na tym, co było. A była fajna mgiełka na wodzie, którą można było uchwycić do późnego poranka. Zdjęcia poniżej zrobiłem ok. 5 rano, stąd bardzo nietypowa kolorystyka.

Tak wyglądają niektóre nasze kryjówki, w których chowamy się, aby oszukać skrzydlate bractwo i wmówić, że nas tak naprawdę nie ma :) Tu kryjówka Olka.

Potem z Porzecza przenieśliśmy się na Chlewice, w rejon ujścia Myśli do Odry. Tam trafiliśmy na stado ok. 20-30 łabędzi, którym przez ok. 2 godziny przyglądaliśmy się. Czekaliśmy na coś spektakularnego, co pozwoliło by (jak to mawia Paweł) zbudować ciekawe, dramatyczne kadry. Wszak same łabędzie sfotografowano już chyba z każdej strony…. W wolnych chwilach trenowałem kadry na wędkarzach :)

A potem zaczęło się: do naszego stada co jakiś czas dołączały nowe ptaki, które szybowały nad lustrem wody wzdłuż Odry i lądowały wspaniale na Myśli tuż przed nami.

Co jakiś czas od stada odrywało się kilka sztuk, które usiłowały wypłynąć z kanału Myśli i popłynąć pod prąd Odry. Niestety – bez szans. Na zdjęciu poniżej widać wyraźnie, jak prąd rzeki zawija się o ciała łabędzi.

Po jakimś czasie niemal 90% stada zebrało się przy wylocie Myśli. Od północy nadleciały wtedy 2 łabędzie. Na ich widok, niemal jak na sygnał startowy stado poderwało się do lotu. Ponieważ nasza 4-osobowa ekipa siedziała na małej, kamiennej grobli zakańczającej kanał Myśli – przez chwilę zastanawialiśmy się, czy łabędzie nie zamierzają wystartować nad nami. Nie mielibyśmy szans na ucieczkę i niemal na pewno skończylibyśmy w wodzie, razem z naszymi aparatami. One jednak wykorzystały kanał Odry niczym pas startowy i znaczna większość stada, przy robiącym wrażenie trzepocie skrzydeł i plusku wody, wzbiła się w powietrze.

Nie pozostało nam nic innego, jak tylko zwinąć sprzęt i ruszyć w kierunku domu ;)

Tagi: ,

Opublikowane 2 maja, 2007 przez Wojtek

Warto wstać o 3 rano…

Pobyt w Słońsku i akcja „3 dni z życia bagien” rozpaliły we mnie tęsknotę za czymś wyjątkowym, za kolorami i światem, jakiego nie można zobaczyć gdy wstanie się z wyrka o 8 rano. Od czasu pleneru w Słońsku tęsknię za kolorami świtu, za niczym nieskażoną ciszą jezior, nad których brzegami koczują płochliwe czaple, wyścielają gniazda kaczki i perkozy, a światło o wschodzie słońca tworzy bajeczne klimaty.

Toteż gdy tylko na horyzoncie pojawił się „długi weekend” zacząłem organizować ekipę na wspólny wypad. Okazało się, że 3 dni na bagnach Słońska pozostawiło ślad nie tylko we mnie. Po rekonesansie dzień wcześniej zapakowaliśmy się w moje autko i trochę po 4 rano rozbiliśmy swoje kryjówki nad jednym z jeziorek okolic Porzecza. Spodziewaliśmy się zobaczyć czaple, kaczki itp. I wtedy bach – okazało się, że przyjaciel, któremu pożyczałem ostatnio statyw nie oddał szybkozłączki. Mój statyw byłe bez niej do…. A ponieważ ciągłe chowanie i wyciąganie aparatu na pewno płoszyło by wszystko wokoło – zwinąłem swój majdan i poszedłem na łąkę „szukać kadrów”, zostawiając ekipę w kryjówkach.

Dobrze jest wstać o 3 rano. Choć ból to wielki – wschód słońca z odgłosami żurawi w tle rekompensuje wszystko….

Najpierw było szarawo i niewiele było widać:

A potem się zaczęło:

Po chwili cała łąka zaperliła się kropelkami rosy. Wytarzałem się w niej – tak było to przyjemne :)

W tym czasie moi towarzysze z braku obiektów do fotografowania zwinęli swoje czatownie i raze pojechaliśmy nad Odrę w Chlewicach. Jest tam takie miejsce, gdzie łabędzie przelatują nisko nad wodą zamiast przepływać. Czekały tam na nas niesamowite kadry.

To wprawdzie nie przyroda, ale kadr na tyle ciekawy, iż uznałem go za wartego uwiecznienia. Poniżej zaś 2 osoby z naszego teamu: Paweł i Olek.

Bieg Odry to wspaniałe miejsce. Zastanawiam się dlaczego nigdy wcześniej on nim nie słyszałem…

Tagi: ,

Opublikowane 14 kwietnia, 2007 przez Wojtek

Wiosna w pełni

Przez cały tydzień myślałem o tym, by w sobotę skoro świt wybrać się do lasu. Tak mnie jakoś ten plener z Pawłem Chara pozytywnie napędził. Pomny więc na doświadczenia z pleneru poubierałem się w cebulkę i o 6 rano wpakowałem w auto. Po drodze zorientowałem się, że słońce już dawno wstało (a myślałem, że zdążę przed świtem). Po drodze minąłem mały staw, z którego niesamowicie malowniczo unosiła się mgła. Niestety – byłem „pod słońce” i większość zdjęć jakie zrobiłem wyszła albo za ciemna, albo mocno zażółcona. Z tego co zrobiłem sensowne są chyba tylko te zdjęcia:

Potem włóczyłem się po polach w okolicy Grzymiradza (moje ulubione miejsce ;). Słońce już się podniosło i większość zwierzyny pochowała się w lesie, ale i tak, z niewątpliwą Bożą pomocą, udało mi się spotkać kilka ciekawych okazów.

Tego jelonka udało mi się podejść nawet całkiem blisko

Niestety nie na tyle ile bym chciał, toteż powyższe zdjęcie jest tylko wycinkiem z oryginału. Jelonka spłoszyli rolnicy, a ja poszedłem szukać kolejnych obiektów. Trafiłem na żurawia, niestety –  zanim podszedłem wystarczająco blisko, by zrobić sensowne zdjęcie – spłoszył się, a zdjęcia w locie nie nadają się do publikacji. Ale po drodze do żurawia spłoszyłem zająca, który pokucał dalej i dał się sfotografować.

Trzeba przyznać, że Pan Bóg nieźle go wyposażył, bo jeśli się nie rusza ( i nie wystawia uszu :D ) to prawie go w tej trawie nie widać. Potem na drzewach wokół mnie zaczęły siadać dziwne ptaszki. Po kolorach myślałem, że to coś kanarkowatego, ale jak zaczęły wzbijać się w niebo i nieziemsko cudnie świergolić, to gotów jestem uznać, że po raz pierwszy w życiu widziałem z tak bliska… skowronka.

I tyle. Oprócz przyjemności robienia zdjęć (i uczenia się ) spędziłem też fajny czas blisko Tego, które wszystkie te istoty stworzył i „daje pokarm we właściwym czasie”.

Related Posts with Thumbnails

Tagi: